Zamiast wstępu

Długo zastanawiałem się, jak zatytułować swój debiutancki artykuł na blogu. Zamierzeniem było, aby z jednej strony ująć większość kluczowych projektów muzycznych, w które angażowała się niniejsza ikona rodzimej sceny niezależnej i wykazać eklektyczny gust muzyka. Z drugiej, uzupełnić wszelkie niedomówienia i udowodnić, że oprócz działalności estradowej muzyk, był także popularyzatorem Polskich nisz muzycznych, czy mentorem wielu rodzimych kapel. Część czytelników moich wypocin może twierdzić, że tytuł nawiązuje do popularnej produkcji, która nie zebrała przychylnych recenzji, a tekst jest nacechowany pejoratywnie. Nic bardziej mylnego – nie zastosowałem takiego tytułu naumyślnie, a raczej z pełną świadomością, bowiem chciałem w pełni naszkicować różnorodność gatunkową projektów muzycznych, których imał się ten człowieka orkiestra, zmarły trzy lata temu.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że niezaznajomiony z PRL-owską twórczością niezależną czytelnik może być zniesmaczony jakością produkcji funkcjonujących poza głównym obiegiem. Przykładem niech będzie punk-rock – wspominam o tym gatunku, gdyż kariera muzyczna R. Brylewskiego zaczęła się właśnie od postawy kontestatora punkowego. Warto dodać, że inicjatorzy tego nurtu w Polsce wywodzili się głównie ze środowisk studenckich, a znaczna większość nie posiadała elementarnego przeszkolenia muzycznego. Nurt ten nie był muzyką wysublimowaną i wykwintną, a charakteryzującą się nieoszlifowanym brzmieniem, dosadnymi tekstami utworów, czy znacznym infantylizmem muzyków formacji. Punk

Aby w pełni zrozumieć fenomen polskiej alternatywy szczególnie lat 80. i początku 90. należy dodatkowo brać pod uwagę tło historyczne. Jeśli na Zachodzie kontestowano kapitalizm, to u nas upośledzony system, którym był socjalizm realny. PRL-owski muzyk offowy nie mógł bowiem liczyć na znaczne profity finansowe, czy dobrej klasy sprzęt estradowy, jak jego odpowiednik np. w Wielkiej Brytanii. Rebeliancki charakter muzyki punk-rockowej doskonale wpisywały się w ponurą rzeczywistość minionego reżimu politycznego. Omawiana poniżej postać stanowi egzemplifikację takiego muzyka – autentycznego, niezależnego, tworzącego w znacznej ilości przypadków z dala od liczących się estrad podporządkowanych mainstreamowi, czy w latach 80. – ideologii narzuconej przez system.

Zainteresowanych pełną biografią urodzonego w 1961 roku muzyka odsyłam do wywiadu rzeki z artystą pt. „Kryzys w Babilonie”, natomiast zainteresowanych muzyką alternatywną w PRL’u do pracy autorstwa Anny Idzikowskiej Czubaj „Rock w PRL-u. O paradoksach współistnienia.” Tekst chciałem rozpocząć w momencie, którym R. Brylewski zdecydował się na „karierę” punkrockowca.

The Boors/Kryzys

The Boors było pierwszą kapelą muzyczną, skład której współtworzył R. Brylewski. Nazwą pod którą co najmniej raz występował ten zespół, to Kryzys Romansu. Efemeryczną formację założono w Warszawie, a swoje brzmienie inspirowała na modnym wówczas punk – rocku, jednak jak wspominał wokalista grupy – W Kryzysie słuchałem ska, brytyjskich zespołów […] The Specials, The Beats, Selectors, Madness. Jeśli chodzi o moment, w którym dotychczasową nazwę kapeli przemianowano na Kryzys, to trafiłem na trzy odrębne teorie. Zgodnie z notką znalezioną w internetach – The Boors przemianowano na Kryzys tuż po koncercie w MDK w Aninie z 1979; Maciej Góralski, perkusista grupy, wspominał na łamach Non Stopu z 1988, że od 1978 występowali pod nazwą Kryzys; a z jeszcze innego źródła wynika, że dopiero od 1980 funkcjonowali pod nowym szyldem. W każdym razie, wraz ze zmianą szyldu nie doszło do znacznych modernizacji w brzmieniu, bowiem nadal rżnięto punka, który urozmaicono dodając elementy gatunków t. j. ska  czy reggae, a w poniższym utworze kapela brzmi jak kapela post-punkowa typu Pere Ubu lub Public Image Ltd. 

Formacja była obok gdańskiego Deadlocka i warszawskiego Tiltu prekursorem gatunku, a wiele kapel ówczesnej sceny niezależnej w Polsce wzorowało się na niej. W 1980 roku grupa wystąpiła na I Ogólnopolskim Przeglądzie Nowej Fali w Kołobrzegu – w przeglądzie tym wzięły udział czołowe kapele alternatywne m. in. ustrzyckie KSU, które zebrało pozytywne recenzje w jednym z anglojęzycznych pism muzycznych. Jak wynika z notki o Kryzysie zamieszczonej w „Magazynie Muzycznym” z 1986 roku – w 1980 muzycy kapeli Kryzys wystąpili na Pop Session w Sopocie, na którym przedstawili zebranemu audytorium mieszankę prostego rocka z elementami ska. W międzyczasie zespół wystąpił w telewizji i wyemitowanym został w 1981 roku w programie Camerata. Sama grupa został przedstawiona w następujący sposób: Kryzys, to nazwa zespołu muzycznego, który od dwóch lat występuje na bardziej licznych estradach naszego kraju. Słuchając ich produkcji i patrząc z jakim powodzeniem cieszy się zespół nastolatków, z całą powagą uświadamiamy sobie jak wiele szkody uczynił lekceważący stosunek władz oświatowych do spraw wychowania muzycznego i estetycznego w polskim szkolnictwie. Te nieprzychylne zespołowi słowa dodały mu jednak splendoru, bo zespół nie poprzestał występować-jak twierdzono w MM z 1986-[krytyka] wywołała odwrotny skutek, dodając grupie splendoru wśród fanów. W międzyczasie zarejestrowano w toruńskim studiu studenckim kilka utworów, które w latach 90. XX wieku trafiły na płytę 78-81. Z tamtej sesji pochodzi też poniższy utwór.

Wiosną 81. ukazał się we Francji debiutancki album grupy i według znacznej ilości informacji – bez zgody członków kapeli. Zgodnie z wypowiedziami muzyków zamieszczonych w reportażu zarejestrowanego w 1980 na potrzeby ówczesnej stacji telewizyjnej R. Brylewski twierdzi, że mieli oni ambiwalentny stosunek do rejestracji debiutu – podczas wstępnych rozmów z francuską niezależną firmą fonograficzną Blitzkrieg Records (Berkley). Na eponimicznym debiucie tej warszawskiej legendy offu muzycznego zamieszczono nagrania dokonane podczas minionych koncertów formacji. Mimo kontrowersji narosłych wokół produkcji, należy wspomnieć, że jest to kamień milowy w historii polskiego punka, a na podstawie materiałów trudno stwierdzić, w jakim stopniu jej publikacja była przejawem życzliwości ludzkiej, a w jakim próbą robienia interesu na czyichś plecach. Maciej Góralski twierdzi, że tuż po wydaniu płyty przez nie do końca uczciwego dziennikarza, muzycy byli bardzo zadowoleni z ostatecznego produktu, a powodem do dumy, jak sam wówczas twierdził był fakt, że zagraniczna firma fonograficzna wydała album niszowej polskiej kapeli – zjawisko, które rzadko przytrafiało się gigantom ówczesnej rodzimej sceny. Muzycy za zarejestrowany materiał zostali nagrodzeni wyłącznie symbolicznie. Niedługo po wydaniu płyty kapela się rozpadła, a doświadczenia nabyte w Kryzysie R. Brylewski wniósł do kolejnego projektu muzycznego, którego był współzałożycielem.

Jeśli spodobał Ci się powyższy tekst to zapraszam na mojego Facebook'a klikając w jeden z poniższych przycisków. Możesz również przeczytać drugą część tego trzyczęściowego tekstu:

Druga część tekstu

Sto twarzy Roberta Brylewskiego cz. 2